Outsourcing - wyzwanie dla obu stronLeszek Rożdźeński, Prezes Zarządu Web Inn S.A., Wiceprezes Instytutu Outsourcingu

Kiedy jestem pytany, jaki proces, czy dział w spółce można zlecić firmie outsourcingowej przywołuję przykład Nike. Wewnętrzne struktury tej firmy odpowiadają jedynie za markę i marketing. W zasadzie wszelkie pozostałe zadania wykonują firmy zewnętrzne. Podobnie uważa guru outsourcingu Marcio de Souza. Twierdzi on, iż delegować na zewnątrz można wszystko, co nie jest core-biznesem. Co więcej, nawet ten trzon biznesu jest rzeczą płynną, przeobrażającą się w czasie. Przecież jeśli jakiś fragment działalności daje nam teraz największe profity, to wcale nie znaczy, że tak będzie za kilka lat. Otoczenie biznesu nieustannie się zmienia. Wówczas to, co z centrum zysków stało się balastem, należy wydzielić.

Leszek Rożdżeński Prezes Zarządu it WORKS

Inny ciekawy przykład to firma z USA , która była mistrzem w wygrywaniu przetargów na budowę dróg, autostrad i mostów. Jednocześnie świetnie radziła sobie z wykonywaniem prac w terminie i to mieszcząc się w budżecie. Wydawałoby się, że muszą być doskonali w budowaniu infrastruktury. Tymczasem, po dokładnej analizie, okazało się, że ich podstawową działalnością wcale nie jest budowanie, lecz zarządzania projektami. Część zadań robili własnymi siłami, do innych zatrudniali firmy zewnętrzne i to była tajemnica ich sukcesu – wydzielenie spółki, która zajmowała się obsługą projektów. To tam generowano zyski.
Podobnie może być w każdej organizacji, zwłaszcza jeśli jej kierownictwo zrozumie outsourcing. Do tego potrzeba ludzi, którzy znają potrzeby swojego biznesu i dziedzinę, jaką przyjdzie im nadzorować. Wtedy zawsze będzie osoba zarządzająca projektem, która jednocześnie go pilnuje i rozlicza poprzez analizę dotrzymania parametrów SLA, bo ona otrzymuje raporty i ma pełną możliwość oceniania, jak to funkcjonuje.
Właśnie po to tworzy się katalog usług, gdzie wyszczególnia się jak mają być one realizowane, by obie strony tej współpracy wiedziały za co odpowiadają i jak to ma być realizowane. Jednocześnie, by nikt nie czuł się wykorzystywany, a strony wiedziały, iż biorą udział w partnerstwie typu win-win. Innymi słowy musi być wspólna i zrozumiała dla obu stron wizja osiągania celów.
Mimo tych wszystkich zabezpieczeń tak ścisła współpraca obu stron to zadanie niełatwe. Porównywane jest to często do transakcji łączenia firm, gdzie muszą się dotrzeć obie kultury korporacyjne, czy wręcz pasować do siebie względy kulturowe. Zapewne stąd też wzięły się dwie szkoły spisywania umów outsourcingowych.
Metoda określana jako brytyjska mówi, iż należy wpisać do niej cały katalog usług, by wszystko było wiadome z góry. Druga, której jestem zwolennikiem, przewiduje pewną elastyczność. Według mnie to lepsze rozwiązanie, bo biznes żyje własnym życiem i zwyczajnie nie da przelać na papier całości tego, jak on funkcjonuje.
Niemniej, dla osób już zajmujących się outsourcingiem, jest to praca na najbliższe lata – budować świadomość i przełamywać bariery w myśleniu. Ponieważ, czego nikt nie ukrywa, wydzielanie części działalności na zewnątrz przedsiębiorstwa zawsze pozostanie swego rodzaju wyzwaniem.

Jesteś Outsourcerem?
Szukasz Usługodawcy?
Jesteś Dziennikarzem?
Zamów powiadomienia o nowościach: